Najpierw pokaż co potrafisz…

Jacek Adamczyk
Jacek Adamczyk

Fot. Maja Maciejko

Aktywna, niezależna, spełniona rodzinnie. Kobieta sukcesu. Przedsiębiorca i youtuberka Jolanta Milas – bo o niej mowa – od wielu lat z powodzeniem prowadzi agencję doradztwa personalnego. Wykonywała projekty rekrutacyjne na różne stanowiska, włącznie z tymi najwyższymi w międzynarodowych korporacjach. Wcześniej była specjalistką w eksporcie polskich wyrobów hutniczych na cały świat. To doświadczenie pozwoliło jej poznać specyfikę funkcjonowania największych firm nie tylko w Polsce, ale i za granicą, a także sposoby organizacji pracy, weryfikacji i rekrutacji pracowników. Co ciekawe, jest również producentem i wraz z Tomaszem Jacykowem gospodarzem programu telewizyjnego „Z kamerą wśród posłów”. To program społeczno- satyryczny, w którym nie ma mowy o polityce, ale o ludziach, ich pasjach, rodzinach i oczywiście o ubiorach. Program można oglądać na kanale Prime Video „Amazon” w trzech wersjach językowych: polskiej, angielskiej i niemieckiej.

Jest również twórczynią autorskiego programu na kanale You Tube „U Jolanty Milas” gdzie spotyka się i rozmawia z wieloma znamienitymi gośćmi jak np.: profesor Robert Gwiazdowski, Mirosław Neinert, mecenas Grzegorz Długi, profesor Marcin Matczak, Tomasz Jacyków, Rafał Ziemkiewicz, Dr Anna Stępień, Andrzej Sośnierz i wielu innych. Lubi gości (i nie tylko np. Artur Andrus) obdarowywać charakterystycznymi śląskimi kapeluszami by podkreślić swe regionalne przywiązanie. Chyba coraz bardziej widoczne jest jej rosnące zainteresowanie polityką. Czy faktycznie to jest właściwa droga, aby działalnością publiczną i polityką zajmowały się osoby, które już wykazały się w innych dziedzinach? Dowiedzmy się.

Pani Jolu jaka jest i czym dla Pani jest Śląskość?

Bogactwem każdego państwa jest jego różnorodność. Przecież społeczeństwo i państwo składa się z wielu ludzi – u nas z dziesiątków milionów. To ta zbiorowość tworzy państwo. Czym różnorodność jest silniejsza, lecz działająca razem, tym silniejsze jest państwo. W Polsce żyje grupa obywateli, która ma własne poczucie tożsamości, która określa siebie samych jako Ślązacy. Niestety jest to urzędowo niedostrzegane, a poza Śląskiem pomijane albo buduje się pewne stereotypy i to z reguły negatywnie. Zapominamy, że żyjemy w kraju demokratycznym i określenie się obywateli w takiej czy innej etniczności choć ma znaczenie, to jednak nie jest to najważniejsze dla oceny osoby. Pierwszorzędne znaczenie ma jednak to, że państwo jak i społeczeństwo mają prawo i obowiązek opiekować się swoją różnorodnością. Dlatego potrzebne jest uznanie tego, że są ludzie na Śląsku, którzy mówią w inny sposób. Mnie jako mieszkańca mało obchodzi, czy według naukowych analiz jest to język czy to jest gwara czy też to odmiana czegoś tam? To nie ma w zupełności znaczenia. Znaczenie ma to czy ludzie chcą tak mówić, czy ludzie tak mówią i czy my wszyscy staramy się kultywować i rozwijać tę różnorodność i starać się, aby nie zaginęła. Ileś języków w Polsce już zniknęło – przykładowo język wilamowski – już podobno tylko kilkanaście osób go używa. Dlatego ślonsko godka zasługuje na ochronę – taką ochronę jak ma przykładowo kaszubski. Ochrona oznacza rozwój – bo to oznacza przeznaczenie środków, aby godkę fachowo opracować, ujednolicać i nauczać. Wszyscy wiemy, że w ramach śląskiego inaczej się mówi  w Bytomiu, Raciborzu czy Rybniku. Wobec tego to wszystko wymaga pracy, katalogowania, porządkowania i to jest coś co wzbogaci Polskę jako całość. Najgorsi są ci, którzy tego nie rozumieją i uważają, że to ma cokolwiek wspólnego z odrywaniem czegoś od Polski itd. Jest to nawet zabawne, bo godka używana jest też na niektórych obszarach Czech. W obecnej, wspólnej  i otwartej Europie odbieranie tego w kategoriach granic jest po prostu dziecinadą. Ślązacy, obojętnie jakiej opcji – nie odczuwają potrzeby zmiany granic – natomiast odczuwają wielką potrzebę, aby ich kultura i sposób mówienia – ślonsko godka – była dostrzeżona. Aby  o nią dbano i aby była wola polityczna i środki – żeby  o nią dbać. Aby uczono jej i o niej w szkołach, używano w wydawnictwach, w mediach. Chcą, aby odwrócić trend ostatnich kilkudziesięciu, prawie stu lat, uznawania śląskiego za coś wstydliwego. Przecież wiemy, że doprowadzono z jednej strony do sporego uproszczenia a potem wulgaryzacji tej mowy – co teraz trzeba oczyścić – a z drugiej strony wpojono jakieś zażenowanie – że jak ktoś mówi po śląsku, to jest traktowany przez tzw. „prawdziwych” Polaków jako coś gorszego, jako obcy element. Ślązacy są tutaj u siebie – nie są obcym elementem. Jestem Ślązaczką z dziada pradziada – jestem z tego dumna i uważam, że to wzbogaca, że tacy ludzie jak ja mają możliwość wzbogacać cały nasz kraj, a skoro to wzbogaca to też Polska powinna dać coś w drugą stronę – czyli szacunek i wsparcie. Tylko ludzie źli albo nierozsądni straszą różnością i podsycają emocje antyśląskie. Tworzenie demonów jest po to by nas dzielić i osłabiać. Niektórzy ciągle hołdują idei „dziel i rządź”. Ja śląskie elementy wrzuciłam nawet do swojego rap-klipu w ramach akcji #hot16Challenge.

Proszę przybliżyć nam Pani działalność telewizyjną, You Tubową

Programy „Z kamerą wśród posłów” powstawały w momencie rosnącego – co zresztą nadal trwa- wielkiego sporu i pogłębiającego się podziału, wielkiej politycznej kłótni, okropnej bitwy plemion. Cel był właśnie taki, żeby pokazać, że bezsensowny jest taki podział, że to wszystko są ludzie z krwi i kości – czasami bardzo fajni. W pierwszym odcinku dobrałam posłów z wszystkich opcji politycznych, którzy zanim poszli do polityki – to sobie bardzo dobrze poradzili w życiu rodzinnym, zawodowym czy materialnie. W kolejnych pokazywałam umiejętności współdziałania, pokonania różnic, żeby coś zrobić np. ugotować wspólnie obiad czy nawet wspólnie umyć naczynia. Ideą było to co mi przyświeca, że do polityki powinni iść ludzie przede wszystkim normalni, z krwi i kości, po drugie ludzie, którzy już czegoś dokonali poza polityką, mają zaplecze i chcą teraz te dokonania, swoje doświadczenia jak również swój wolny czas, a czasami i pieniądze przeznaczyć na rzecz dobra wspólnego. Tego rodzaju ludzie byliby bardziej przydatni w polityce, na pewno bardziej niż niektórzy powszechnie znani. W Szwajcarii jeden z głównych przedmiotów debaty publicznej to – czy właściwi ludzie są wybierani do polityki? Program ma również zacięcie obyczajowo satyryczne. Chodziło mi o pokazanie jak się politycy ubierają, a jak się powinni ubierać. Chciałam też dowcipnie, czy raczej  „z przymrużeniem oka”, pokazać tych ludzi w pracy i panujące nastroje w sejmie i chyba to się udało. Obecna polityka jest taka, że media w tym główne telewizje, są tak zainteresowane podlewaniem konfliktów i walki politycznej, że nie byłyby zainteresowane programem, który buduje wspólnotę i nie podsyca wojny plemiennej. Dlatego nie zdecydowałam się dać tego do naszych mediów, a do mediów, poza tym głównym trendem. Aby znaleźć program wystarczy wpisać tytuł „Z kamerą wśród posłów” do wyszukiwarki internetowej. Program jest dostępny w języku polskim, angielskim, niemieckim prawie na całym świecie na PRIME VIDEO AMAZON. Ta sama idea, która przyświecała stworzeniu tego programu telewizyjnego jest kontynuowana na moim kanale na youtube, w programie „U Jolanty Milas” gdzie stawiam pytania trudnym rozmówcom.

Jak Pandemia, Pani zdaniem, zmieniła świat?
Pandemia zmieniła wszystko. Moje życie i działalność społeczna polegała na kontaktach z ludźmi a to w tej chwili jest uniemożliwione. Pozostały media społecznościowe, ale wszyscy doskonale wiemy, że media społecznościowe nie zastąpią normalnego kontaktu ludzi i nie powinny go zastępować. Być może młodsze pokolenie wpadło  w tę pułapkę, ale to nie jest dobrze, że ludzie się będą coraz mniej znali – i to tylko z mediów społecznościowych. Jest to tym bardziej niebezpieczne, gdy jak obserwujemy ostatnio, a Australia i Ameryka są dobrymi przykładami, media społecznościowe albo ich właściciele mają swoje interesy – niekoniecznie zbieżne z interesami nas, zwyczajnych ludzi. W tym momencie jestem zmuszona funkcjonować w mediach społecznościowych – jednak liczę na to, że to się skończy i wszystko wróci do normalnego życia. Jako headhunter doskonale wiem, że żadne CV nie zastąpi chwili rozmowy na żywo – tak samo wiem, że życie społeczne musi być też „na żywo” i musimy wrócić do normalnych kontaktów, bo bezpośrednia rozmowa bardzo dużo nam daje i bardzo dużo mówi o człowieku.

Przeczytaj również