Pandemiczna e-kultura

Jacek Adamczyk
Jacek Adamczyk

Jeszcze nie tak dawno wielu z nas zastanawiało się prze weekendem: gdzie tu pójść się rozerwać? Dobry koncert, Sztuka teatralna, kabaret, a może wernisaż? Oferta kulturalna była bardzo bogata i raczej mieliśmy problem z czego zrezygnować. Domy kultury, kluby, puby tętniły życiem. Te największe, jak Spodek, NOSPR, Arena Gliwice też proponowały ciekawe imprezy. Nie wspomnę o tych największych, stadionowych koncertach wielkich gwiazd. Było tego bez liku i tylko kwestia czasu i oczywiście zasobności portfela decydowała o wyborze. I nagle: życie kulturalne zamarło. Kiedy opadł pierwszy szok egzystencjalny okazało się, że pozostały nam tylko płyty, TV, internet, You Tube, Spotify, iTunes. Zostaliśmy całkowicie odcięci od jednego z najważniejszych z dóbr cywilizowanego człowieka: kultury i sztuki..

Świat artystyczny to nie tylko to, co widzimy i słyszymy, to nie tylko nasze doznania estetyczne. To olbrzymia rzesza ludzi, którzy sprawiają, że dobrze się bawimy na koncercie, na spektaklu. To cały sztab pracowników technicznych: nagłośnieniowców, oświetleniowców, pracowników transportu, ludzi budujących sceny, managerów, inspicjentów sceny, bileterów.. Długo by wymieniać. To także spora ilość agencji koncertowych, promocyjnych, managementów zespołów. A przede wszystkim artyści. Wszystkie plany, ustalone trasy koncertowe, spektakle, wystawy zniknęły bezpowrotnie z kalendarzy.

Dużo mówi się o postępie technicznym, o przeniesieniu wielu sfer naszego życia do Internetu. Branża artystyczna dość szybko zaczęła reagować i starać się nie tylko ratować, ale nie tracić kontaktu z odbiorcami, ze swoimi fanami. Wszystko przeniosło się do sieci. Owszem, wcześniej odbywały się koncerty on-line, warsztaty muzyczne w sieci, ale było to raczej dodatkową formą kontaktu: widz – artysta. Dobrze wiemy, że nic nie zastąpi osobistego obcowania ze sztuką. Ta forma jednak nie jest w stanie wypełnić luki, a przede wszystkim nie daje artystom szansy na godziwy zarobek na tak zwany „chleb”. Jeszcze Ci topowi, najbardziej popularni mogli z jakimś powodzeniem biletować wydarzenia artystyczne w sieci, ale Ci mniej popularni nie mieli na to szans. Kilkukrotnie z wielkim żalem obserwowałem próby organizacji biletowanych koncertów, spektakli on-line gdzie wykupowano…. kilka biletów. Przykre.

Pewne możliwości stworzył Fundusz Wspierania Kultury, który poprzez dotacje pozwolił wielu artystom, agencjom koncertowym, teatrom zorganizować darmowe dla widzów wydarzenia sieciowe pokryte właśnie z tego funduszu. To jednak i tak kropla w morzu potrzeb.

Mimo wszystko jestem pełen podziwu dla kreatywności wielu osób. Wbrew przeciwnością, braku odpowiednich funduszy dają nam wiele ofert z których możemy skorzystać nie wychodząc z domu.
Poprosiłem trzech artystów, którzy w takiej formie umilają nam czas, aby podzielili się z nami swoimi odczuciami. Na moje pytania odpowiadają: Ela Dębska – wokalistka, kompozytorka, aktorka przez lata występująca z nieodżałowanym Maciejem Zembatym, okrzyknięta polską Janis Joplin, Jacek Dewódzki – były wokalista zespołu Dżem, obecnie wokalista
i basista zespołu REVOLUCJA, oraz Piotr „Peter” Wiwczarek , wokalista i gitarzysta, lider światowej gwiazdy muzyki metalowej VADER.

Jak jako muzyk radzisz sobie w czasach pandemii?

Ela: Jeszcze przed pandemią część swojej aktywności zawodowej przeznaczyłam na zajęcia pedagogiczne i prowadzenie warsztatów z emisji głosu pod nazwą “Laboratorium głosu”. Jest to połączenie muzyki , literatury, teatru, psychologii, medytacji. Cieszę się , że zajęłam się właśnie tym, bo jest to bliskie temu co robię i mogę podzielić się  wiedzą , którą zdobywałam przez lata.
Jacek: Myślę ze nie tylko muzycy w czasie pandemii nie radzą sobie najlepiej, gdyż są zawody, które wymagają bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem i nie chodzi tu tylko o zarabianie pieniędzy ale też i o to że najlepszym lekarstwem na samotność jest mieć do kogo się odezwać.
Peter: Jako muzykowi ciężko jest w ogóle sobie dziś radzić. Jako muzykowi tworzącemu i grającemu Heavy Metal istnienie jest już praktycznie niemożliwe. Wybrałem styl, jaki wiąże się w 90% z trasami i koncertami NA ŻYWO. Od zakończenia trasy w USA w lutym 2020 – która była chyba w ogóle jak do tej pory ostatnią trasą tej muzyki zagraną na kontynencie północno-amerykańskim – udało nam się zagrać na ten moment w sumie 20 koncertów – z czego połowa w Polsce. Jednym z tych występów był transmitowany pod koniec grudnia online show z Torunia i był to nasz ostatni jak dotąd zagrany koncert. Jako porównanie
i ogólny obraz sytuacji mogę powiedzieć tylko tyle, że od 1993 Vader grał średnio 100 koncertów każdego roku.

Co sądzisz o przeniesieniu życia muzycznego do sieci? Jaki jest Twój odbiór koncertów online?

Ela: Właśnie część warsztatów wokalnych, które prowadziłam w grupach, przeniesionych zostało do sieci. Wszyscy pytają: “kiedy będziemy znowu na scenie?” jest jasne, że nikt nie chce śpiewać w domu, przy bliskich. Uczniowie tęsknią za sceną, ja też za sceną tęsknię. Nie da się przenieść takich emocji do online. Koncerty w sieci są tylko substytutem, oczywiście dobrze, że są, ale nie zastąpią przepływu tej energii, uczuć i wrażeń, jakie powstają w trakcie koncertu z żywą widownią. Być może jest to przyszłość, być może tak kiedyś będzie, ale w takim razie potrzebne jest jeszcze coś do emisji innego rodzaju energii.
Jacek: Życie w sieci kojarzy mi się z muchą zaplątaną w pajęczą pułapkę z której się nie można wydostać chyba, że się ma dużo szczęścia i drapieżnik przegapi okazję. Kiedyś Michael Jackson wystąpił po śmierci na scenie jako hologram. A jeżeli, jak powszechnie wiadomo TV kłamie to czy będziemy w stanie odróżnić prawdę od kłamstwa, kiedy tak naprawdę pojęcie koncert na żywo to wielka rzadkość?
Peter: Traktowałem to tylko i wyłącznie jako uzupełnienie. I do dziś tak samo traktuję…Metal to scena i wspólne występy z publicznością. Ta muzyka to emocje, jakie wywołuje masa dźwięku, atak świateł, efekty i przede wszystkim właśnie wspólne oddziaływanie zespół-publiczność.  Nawet w dzisiejszych czasach, kiedy media, internet przejęły mocno rolę pośrednika – te elementy się nie zmieniają. W ostatnich latach czuć wręcz było powrót popularności koncertów ”żywych” i zrozumieniem totalnej przewagi takowych nad transmisjami na You Tube. Pandemia i związane z nią reżimy bezpieczeństwa wyrzucają nas wszystkich znowu ze scen i koncertów do sieci i streakingów. Rozumiem powagę sytuacji i respektuję ją starając się przetrwać właśnie koncertami online oraz sprzedażą gadżetów , które stały się w pewnym sensie nową pasją dla Fanów, a nam pomagają w tym właśnie przeczekaniu pandemii. Taka sytuacja nie może jednak trwać wiecznie. Mam wrażenie, że nasze zrozumienie jest bardzo jednostronne a państwo kompletnie nie bierze pod uwagę tego, że muzyka to tysiące ludzi uzależnionych właśnie od koncertów i tras NA ŻYWO .

Jakie jest Twoje zdanie na temat przyszłości branży artystycznej? Czy jesteśmy skazani na funkcjonowanie głównie w sieci? 

Ela: Potrzeba matką wynalazków, z pewnością jest to przełom i kultura będzie się rozwijać w takim kierunku, jaki wyznaczy jej nowa technologia. 
Jacek: Branża artystyczna przeżyje każdy kataklizm bo taka jest natura człowieka, że lubi się bawić, może tylko mega imprezy, mega gwiazdy będą musiały przebranżowić się na imprezy bardziej kameralne i mniej komercyjne bo przecież sztuka nie powstaje dla pieniędzy. Chociaż oczywiście możliwości techniczne są też mega wszechmocne ale nic nie zastąpi brzmienia gitary i łomotu bębnów prosto ze sceny.
Peter: Nie znam przyszłości i nie wiem jak wpłynie na życie w ogóle. Natomiast wiem, że ani branża muzyczna ani ekonomia nie wytrzyma zamrożenia przez kolejny rok. Nasze zasoby i materialne i psychiczne mają swój limit. Po blisko 40 latach istnienia jako koncertujący na trasach zespół nie mam możliwości przebranżowienia się. W sieci możemy – i będziemy- istnieć by przetrwać ALE na pewno nie wyobrażam sobie takiego funkcjonowania jako standard. Pracujemy obecnie nad serią kolejnych występów „online”.

Przeczytaj również