Na dworze Hochbergów
w Pszczynie

Agnieszka Twaróg-Kanus i Jacek Adamczyk
Agnieszka Twaróg-Kanus i Jacek Adamczyk

Fot. Marcin Cyran

Panie Dyrektorze. Otrzymał Pan podziękowanie dla zarządców i właścicieli zabytków za zachowanie dziedzictwa. Co stanowi największe wyzwanie  w konkursie „Zabytek Zadbany”?

Dla nas nie jest to wyzwanie dlatego, że dla Muzeum Zamkowego w Pszczynie dbanie o nasze obiekty, o zamek, Stajnie, Zameczek Myśliwski Promnice to jest coś, co dzieje się na co dzień. Jest to wpisane w nasze obowiązki, a poza tym większość pracowników, jak nie wszyscy pracuje tu z zamiłowania. Dbanie o nasz zamek na co dzień, to jest po prostu przyjemność.

Co Muzeum Zamkowe w Pszczynie może zaoferować turystom z całej Polski?

Muzeum Zamkowe w Pszczynie jest muzeum rezydencjonalnym. Należy do nielicznej grupy muzeów usytuowanych w obiektach należących ongiś do rodzin arystokratycznych. Pszczyński zamek miał to szczęście, że zarówno on sam jak i jego wyposażenie przetrwały w stanie praktycznie nienaruszonym. W czasie I wojny światowej znajdował się tu sztab główny wojsk niemieckich na front wschodni, mieszkał tu też cesarz Willhelm II. Tu podejmowano decyzje, które zmieniały oblicze Europy, a nawet Świata. W czasie II wojny światowej wojska niemieckie również tu rezydowały  w towarzystwie przedstawicieli właścicieli i przez to zamek znów nie ucierpiał. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku z Muzeum w Gliwicach otrzymaliśmy zestaw fotografii wykonanych tutaj około roku 1915 i okazało się, że większość wyposażenia widocznego na fotografiach zachowało się do dnia dzisiejszego. Po roku 1989 przystąpiliśmy do odtwarzania wnętrz i efektem tego są pomieszczenia, które wyglądają jakby ich właściciele przed chwilą je opuścili. Oferujemy również zwiedzanie piwnic, które przeszło pięćset lat temu były pierwszym piętrem zamku gotyckiego. Tam znajduje się Zbrojownia bardzo chętnie odwiedzana przez turystów. Proponujemy też inne atrakcje, jak na przykład galeria portretów dawnych właścicieli zamku i dóbr pszczyńskich. Zapraszamy do odwiedzenia tzw. Sali polskiej, czy wystawy miniatur. Posiadamy jedną z największych kolekcji miniatur od XVI do XX wieku. Mamy też na drugim piętrze wystawę różnych przedmiotów trafiających tu z całego świata. To przeróżne eksponaty jak np. szczęka mamuta, obrazy religijne, przedmioty pochodzące z Chin i Japonii, czy Bliskiego Wschodu. Możemy się również zapoznać ze sposobem spędzania czasu przez arystokrację, ich gry i zabawy. Możemy obejrzeć wystawę poświęconą prezentacji tzw. debiutantek na dworze brytyjskim. Na przełomie wieków XIX i XX młoda dama musiała zaprezentować się osobiście i fakt ten został uchwycony przez słynne studio Lafayette – nadwornego fotografa Królowej Wiktorii, który uwieczniał na kliszy wszystkie ważne postacie i wydarzenia. Wystawa ta jest owocem wieloletniej współpracy z Victoria and Albert Museum w Londynie. W naszych podziemiach znajdują się również sarkofagi tutejszej arystokracji. Po wyjściu  z zamku możemy udać się do Stajni Książęcych. To wielki kompleks, który dopiero co otwarliśmy. Można zapoznać się tu na powierzchni 3000 m2 z obyczajami myśliwskimi, które ze względu na olbrzymie tereny leśne otaczające Pszczynę były bardzo pielęgnowane. Możemy podziwiać powozy arystokracji. Zameczek Myśliwski Promnice można również zwiedzać, ale w ograniczonym zakresie, ponieważ cały czas prowadzone są prace konserwatorskie i remontowe.

Jak to jest, że Zameczek Myśliwski Promnice przez długi czas nie był częścią Waszego muzeum? Jak to wygląda z perspektywy innych, cennych obiektów?

Historia Muzeum Zamkowego jest dość skomplikowana. Dobra pszczyńskie były dawniej ogromne. Sięgały praktycznie granic dzisiejszych Katowic. Kiedy obejmowałem stanowisko dyrektora w 2001 roku majątek muzeum składał się z zamku z tarasami, dziedzińcem i Bramą Wybrańców. Jeszcze bardziej skomplikowana była sytuacja Zameczku Myśliwskiego Promnice. Przez te lata wraz z otaczającym go terenem był własnością różnych kopalń i spółek węglowych. Od dawna czyniliśmy starania, aby go przejąć i włączyć do Muzeum Zamkowego, bo to dawało gwarancję jego przetrwania. Obawialiśmy się, że kupi go jakiś prywatny właściciel i przez to straci on charakter muzealny i nie będzie dla zwiedzających dostępny. Bardzo długo to trwało, ale w końcu przejęliśmy obiekt. Zameczek był w opłakanym stanie i to był ostatni moment, aby go uratować. Obecnie trwają prace remontowe, aby przywrócić go do dawnej świetności. Zaplanowane przez nas i naszego zwierzchnika, jakim jest Marszałek Województwa, prace idą w dobrym kierunku. Zakończenie głównych prac planowane jest na 2023 rok.

Pana dziadek był pierwszym dyrektorem Muzeum Zamkowego po wojnie. Jak ta rodzinna tradycja wpływa na Pana pracę badacza i dyrektora?

Jest to pewien komfort, ale również wielkie wyzwanie i zobowiązanie. Mieszkaliśmy w oficynie, którą widać z okna (notabene też powinniśmy ją przejąć). Z zapartym tchem słuchałem opowieści dziadka. Przed wojną był kustoszem Belwederu, zjeździł całą Europę. Był uczniem J. Mehoffera, studiował u O. Boznańskiej, znał Wyczółkowskiego, przyjaźnił się z K. Laszczką i wieloma innymi ówczesnymi artystami. Mam wiele pamiątek z tego okresu.. Byłem częstym gościem na zamku, znałem tu każdy kąt. Siłą rzeczy zamek stał się moim drugim domem, częścią mojego życia. Skończyłem historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wcześniej jeszcze zdobyłem uprawnienia przewodnika. Zatrudniłem się tu i przeszedłem wszystkie stopnie kariery, aż w końcu zostałem kustoszem. Na prośbę i za namową pracowników wystartowałem w konkursie na stanowisko dyrektora muzeum, wygrałem go i tak już dwadzieścia jeden lat nim jestem. Od początku wspiera mnie moja załoga i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jesteśmy jedną, wielką rodziną. Każdy z nas jest dumny z faktu, że tu pracuje. Jest to nie tylko wielka odpowiedzialność, ale satysfakcja i radość robienia tego, co wypełniło całe moje życie. Jestem dumny, że z moim zespołem z wielkim zapałem i radością robimy fajne, dobre rzeczy, że to wszystko się udaje, że przemy do przodu. Cały czas walczyłem i walczę  o powiększenie majątku muzeum. Doprowadziliśmy do przejęcia Stajni, Promnic i mam nadzieję, że oficynę też wkrótce przejmiemy. To wszystko wielkie wyzwania, ale jednocześnie niewyobrażalna radość i satysfakcja.

Co muzeum oferuje młodym ludziom, którzy tu przychodzą? Jak uatrakcyjniacie im obcowanie z historią?

Mamy wiele do zaoferowania. Szczególnie poprzez wystawy czasowe, których tematyka jest bardzo bogata. Po przejęciu Stajni te możliwości bardzo się rozszerzyły. Dzieci i młodzież przede wszystkim interesuje Zbrojownia. Co wcale mnie nie dziwi. Ciekawi przede wszystkim chłopców, ale dziewczęta nie pozostają w tyle. Wrócę jeszcze do tego, że jako muzeum rezydencjonalne jesteśmy wyjątkowi. Wchodząc do danego pomieszczenia widzimy je, wraz z wyposażeniem takimi, jakie były dawniej. Każdy, najmniejszy przedmiot był tu sto lat temu i ma swoją historię. Tradycyjne muzea pokazują eksponaty często o wiele cenniejsze niż nasze, ale są one, niejako „wyrwane” ze swojego pierwotnego otoczenia. Nasze są wyjątkowe, ponieważ były tu od dawna, są
„u siebie”.

Wyjątkowo cenną, w tej materii, działalność prowadzi Pani Małgorzata Wójcik, która pracuje z dziećmi i młodzieżą, organizując ciekawe spotkania z przeszłymi czasami. Robi to w sposób bardzo interesujący i pobudzający wyobraźnię. Dziewczynki mają niepowtarzalną okazję przeżyć prezentację dam na balu, przywitanie gości: w odpowiedni sposób trzymając suknię wchodzą po schodach itd. Dzieci to uwielbiają.

Ważna jest też dla nas działalność koncertowa. Adresowana jest głównie dla osób starszych, ale o dziwo na te koncerty przychodzą dzieci i młodzież. Mamy dedykowane dla młodych ludzi spotkania z muzykami – głównie Filharmonii Śląskiej, którzy nie tylko koncertują, ale opowiadają o swojej pracy, o używanych instrumentach, jak wygląda przygotowanie do koncertu. To spotkania bardzo edukacyjne i wprowadzające odbiorców w odpowiedni nastrój miejsca.

mMaciej Kluss, dyrektor Muzeum Zamkowego w Pszczynie (3)

Małgorzata Wójcik, Dział Edukacji: Działalność edukacyjna Muzeum Zamkowego w Pszczynie to współpraca ze środowiskiem lokalnym poprzez żywe spotkania z historią dworu Hochbergów. W myśl idei „trzeciego miejsca”, która zakłada trzy sfery ludzkiej aktywności: dom, pracę i przestrzeń, w której skupia się życie towarzyskie, wierzymy, że zamek w Pszczynie to właśnie „trzecie” miejsce na poszerzenie zainteresowań i zaspokojenie interdyscyplinarnych potrzeb.
Muzeum Zamkowe to miejsce spotkania z nami – edukatorami. Staramy się wyprzedzać oczekiwania profilując odbiór różnorodnego odbiorcy: dzieci, młodzieży, uczniów, młodych rodziców z dziećmi, osób dorosłych poprzez wykorzystanie różnorodnych metod aktywizujących. Wychodzimy naprzeciw każdemu, nasze działania edukacyjne skierowane ku inkluzji umożliwiają osobom ze szczególnymi potrzebami odkrycie muzeum poprzez doświadczenie zamkowej przygody.
Nasze przepiękne wnętrza zachęcają do odwiedzin, są otwarte dla wszystkich, którzy chcą doświadczyć roli obserwatora, badacza, pisarza, eksperymentatora – naszą rolą jest przeprowadzenie młodych ludzi przez ten proces wzbudzając różnorodne emocje. Czekamy na wszystkich w Muzeum Zamkowym – przestrzeni nie tylko różnorodnych inicjatyw kulturalnych.

Panie dyrektorze. Czy róża księżnej Daisy kwitnie cały rok?
W 1911 r. znany niemiecki hodowca róż z Trewiru, Peter Lambert, złożył hołd urodzie księżnej Daisy von Pless, nadając jej imię białej róży o bladoróżowym środku. Księżna Daisy von Pless miała wtedy 38 lat. Sadzonki róży księżnej Daisy zostały sprowadzone do Pszczyny jesienią 2007 r. i posadzone w rogu po stronie południowej zamku, tuż przy wejściu do Muzeum Zamkowego. Kwitnie co rok. Poza tym w moim gabinecie cały czas stoją brązowe „Róże księżnej Daisy” – to najwyższe wyróżnienie, które nasza kapituła przyznaje osobom najbardziej zasłużonym dla naszego muzeum. Przyznaliśmy dotychczas dziewięć statuetek, zaprojektowanych przez wybitnego artystę bielskiego Bronisława Krzysztofa. Jest to nasze podziękowanie za przyjaźń, życzliwość i pomoc dla naszego muzeum.

Wiele muzeów łączy tradycyjne zwiedzanie z osiągnięciami techniki. Multimedia, wirtualne zwiedzanie, filmiki. Jak Państwo wpisaliście się we współczesne technologie?

Jako pierwsi w Polsce już w 2001 roku pokazaliśmy wirtualne zwiedzanie po naszym muzeum. Stało się ono dość głośne w Polsce i pamiętam jak jeden z muzealników warszawskich twierdził, że nie jest to dobry pomysł, bo spowoduje, iż ludzie przestaną chodzić do muzeów, a jedynie będą oglądać w Internecie. Zaobserwowaliśmy odwrotną tendencję – zwiększone zainteresowanie,
a przede wszystkim wzrost ilości odwiedzających Muzeum Zamkowe. Obecnie odnotowujemy co roku około pół miliona wejść na naszą stronę internetową i około trzystu tysięcy odwiedzających muzeum. Oczywiście wyłączając czas pandemii. Dla nas media społecznościowe są bardzo ważne. Jesteśmy obecni w większości z nich. Czas pandemii też zmienił wiele.
Publikujemy wiele ciekawych filmików, podcastów, artykułów dotyczących problematyki historii rodów, historii muzeum. Są artykuły, filmiki o naszych wnętrzach, strojach, o tym jak dbano w tamtych czasach o higienę. Ważną część stanowią materiały o podróżach księcia Ludwika Anhalta. Ludwik uwielbiał bawić się, ale jego wielką pasją były podróże. Podróżował po całej Europie pisząc przy tym pamiętniki. Jeden z naszych pracowników przetłumaczył większą część pamiętników Księcia, a jest ich ponad 30 tomów. Praca nad nimi była karkołomna: wpierw trzeba było przetłumaczyć je z języka niemieckiego na niemiecki współczesny, a potem dopiero na język polski. Mamy w planach wydanie tych pamiętników.

Taka ciekawostka: właśnie dzisiaj pracownicy muzeum pojechali na Baranią Górę, aby odtworzyć z oryginalnym komentarzem Ludwika wejście na szczyt. To jest też kolejna odpowiedź na to, jak młodzież zachęcamy do poznawania naszej historii. Nikt księcia nie wniósł w lektyce na górę. Trudne wejście pokonał sam o własnych siłach i to właśnie odtwarzamy. Często tworzymy różne wystawy, które mają potem odzwierciedlenie w sieci. Rozpoczęliśmy też ciekawy cykl: „Przez stół do historii”- na premierę przyjechali kucharze z Wilanowa, którzy zaprezentowali dawne potrawy, w ich tradycyjnym sposobie przygotowania, oczywiście smakowo jednak dostosowane do współczesnego gustu. Uwierzcie Państwo w oryginale są one często nie do zjedzenia!
W tych warsztatach wzięli udział uczniowie lokalnych szkół gastronomicznych. Jestem dumny z naszej działalności, gdyż cały czas, na każdym kroku spotykam się z aprobatą i uznaniem tego co robimy jako zespół. Najwspanialsze jest to, że mogę moim Pracownikom powiedzieć: to co robimy, robimy dobrze. Dobrze pracujecie i jestem z Was dumny!

Przeczytaj również