Mały mężczyzna też może być elegancki

Agnieszka Twaróg- Kanus i Jacek Adamczyk
Agnieszka Twaróg- Kanus i Jacek Adamczyk

fot.Maja Maciejko
Sesja zorganizowana dzięki uprzejmości Muzeum Zamkowego w Pszczynie

Giorgio Armani powiedział: elegancja nie polega na tym, aby zostać zauważonym, lecz aby zostać zapamiętanym. Jakimi elementami kolekcji chce być Pani zapamiętana?

Przede wszystkim marynarki. Zawsze powtarzam, że jest to rzecz która do wszystkiego pasuje, można pod nią ubrać piękną koszulę, T-shirt. Założyć dżinsy
i jest super. Uwielbiam mężczyzn w marynarkach. I dlatego mój mąż chodzi w nich bardzo często. Moi synowie również. Marynarka pasuje do wszystkiego, a ja je po prostu uwielbiam. Koszule, spodnie, kamizelki to są rzeczy, które każdy mężczyzna powinien mieć w swojej garderobie.

Dużo mówi się obecnie o chromoterapii. Co Pani sądzi o wpływie kolorów na życie człowieka?
Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą że jestem kolorowa. Uwielbiam mieszać kolory. Czasem w bardzo zaskakujący sposób. Coś, co dla innych jest niekoniecznie do przyjęcia dla mnie jest oczywiste. Szukając materiałów do moich kolekcji przewertowałam mnóstwo stron internetowych, odwiedziłam wiele hurtowni, bo najważniejsze dla mnie było to, żeby pokazać, że chłopaków można ubierać modnie, ale też używając do tego kolorów. Początkowo bardzo trudno było przekonać do tego klientów, jednak kiedy zrobiliśmy sesje zdjęciowe na zewnątrz, przy pięknym świetle pokazując wszystkie detale, wykończenia, które są taką wisienką na torcie nasi klienci powoli przekonali się do tych kolekcji. Moją wielką satysfakcją jest to, iż przekonałam rodziców, że mamy mi ufają. Pokazałam jak można łączyć barwy, nawet te nazwijmy trudne. Mieliśmy piękne marynarki w kolorze truskawkowym. Początkowo w ogóle nie było nimi zainteresowania, musiałam trochę przekonywać mamy, że to jest fajny produkt, że to im się spodoba. I na szczęście się nie pomyliłam. To jest tylko kwestia zmiany standardowych przyzwyczajeń: nie musimy ubierać tylko czarnego, albo granatowego garnituru. Inne kolory skutecznie konkurują, a przede wszystkim jest tak zwany „efekt wow!” To się zapamiętuje. Wiem, jak kolory oddziaływują na człowieka. U mnie się to sprawdza, kiedy ubiorę coś kolorowego, wiem, że ten dzień będzie dobry, miły. I tego próbuję się trzymać, choć czasami lubię założyć coś jednolitego, ciemnego. Ale rzadko.

Skąd pomysł? Jak powstała marka MUSKATOS?

Pomysł tak naprawdę zrodził się w momencie kiedy zaszłam w trzecią ciążę. Mamy liczną rodzinę i praktycznie co tydzień spotykaliśmy się na jakiś rodzinnych uroczystościach. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że moje dzieci wiecznie wyglądają tak samo. A ile musiałam się naszukać, żeby znaleźć coś naprawdę fajnego. I wtedy pomyślałam, że trzeba to zmienić. Pani Basia, która szyje dla mnie zamówienia indywidualne i na miarę, przeszła ze mną gehennę. Dobierałyśmy materiały, fasony, robiłyśmy mnóstwo poprawek. Moi chłopcy przymierzali, dzielili się swoimi wrażeniami, że tu uwiera, tu krępuje. Zmieniałyśmy tak długo aż wszystko idealnie pasowało. Bo najważniejsze dla mnie było i jest to, żeby dzieciaki czuły się w tych ubraniach swobodnie.
Uważam, że jeśli my rodzice możemy się ubrać elegancko, to chciałabym, aby moje dzieci wyglądały tak samo jak ja. I od tego wszystko się zaczęło. Rozpoczęłam przygotowania, które trwały rok. Trzeba było przygotować stronę internetową, wykroje, nośną nazwę. MUSKATOS – to połączenie słów muszkieter i Katowice. Moi synowie to właśnie trzech muszkieterów. Oni są modelami wszystkich kolekcji. Długo zastanawiałam się czy ten pomysł się uda, czy spełnię swoje marzenia. Dużo nauczyłam się od własnych dzieci. Patrząc na nich każdego dnia widzę jak szybko rosną i jak szybko płynie czas. Więc pomyślałam kiedy jak nie teraz. Marzenia trzeba spełniać. Zaczęliśmy od chłopięcych projektów. Może przyjdzie czas też na dziewczęce. Gdzieś tam w głowie drzemie mi pomysł stworzenia kolekcji : chłopcy, dziewczynki, brat, siostra, mama, tata. W kwietniu uszyłam sukieneczkę, taką typową Channelkę. Spodobała się. Jednak moim priorytetem są garnitury i marynarki. Moda chłopięca. Dla dziewczynek jest wiele sklepów, marek modowych. Jest tego mnóstwo. Jesteśmy chyba jedyną firmą, która szyje takie ubrania dla chłopaków. Dbam o wszystko: odpowiedni materiał, podszewka z logo produkowana na zamówienie, własne dedykowane guziki. Każdy detal jest ważny. Na tym się skupiam. Może przyjdzie czas na dziewczynki, ale to wszystko powoli. Musimy pewnych rzeczy się nauczyć, przetestować. Nie mogę sobie pozwolić na żaden błąd.

Kto tworzy MUSKTOS? Oczywiście Pani jest mózgiem przedsięwzięcia. Jaki jest Wasz zespół? Czy jest Pani bardziej artystką, czy projektantką?

Tak naprawdę MUSKATOS to ja i moi synowie. Długo miałam wiele wątpliwości. Przekonałam się jednak, że droga jaką obrałam jest słuszna. W pewnym momencie odszedł pracownik i musiałam sobie radzić ze wszystkim sama. Te trzy, cztery miesiące uświadomiły mi, że mogę wszystko i dokładnie wiem co mam robić. Dostałam takiego przysłowiowego „kopa”. Wszystko zaczeło się układać, przyszły nowe pomysły. Na pewno wzbogacę asortyment. Pracujemy intensywnie. Gdyby całkiem niedawno ktoś mi powiedział, że będę robić to co teraz robię to bym go wyśmiała. Ja wszystkie pomysły mam w głowie, potrafię o nich opowiadać, ale niech mi nikt nie każe przelać tego na papier. Nie ma takiej opcji. Widzę oczami wyobraźni daną tkaninę, wzór, projekt. Mogę o tym opowiedzieć i wiem, czy jesteśmy w stanie to zrobić, czy nie. Nie wiem, czy jestem artystką. Nie potrafię sobie wyobrazić jakby się ten artyzm miał u mnie objawiać. Po prostu mam taki dar, że widzę dany produkt, wiem jak ma wyglądać i przekazuje swoje wizje osobom, które to wykonują fizycznie. Chyba jestem bardziej projektantką, ale jeszcze nie w stu procentach idealną. Dopiero się uczę. Mam dobry, profesjonalny zespół i rozumiemy się doskonale. To wszystko spina się w całość z której wynikają konkretne efekty.

Jak wygląda praca z małymi modelami podczas sesji zdjęciowych?

Jestem bardzo upartą osobą i jak sobie coś postanowię to zrobię wszystko, aby osiągnąć wyznaczony cel.Pierwsza nasza sesja zdjęciowa to była tragedia. Za bardzo chyba mi zależało, żeby wszystko wyszło ok. Strofowałam synów, mówiłam a stań tak, a siak, a tak nie rób. Wiem, że dla nich było to bardzo męczące i stresujące. Na szczęście natychmiast to zrozumiałam i kolejne sesje były już całkiem inne i przede wszystkim dla chłopców mniej stresujące. Oczywiście, pewne zdjęcia trzeba zrobić według ustalonych norm, ale większość robiona była na luzie, podczas zabawy. Synowie kiedyś zapytali: mamo, po co my to robimy? Wytłumaczyłam im, że MUSKATOS powstał dla nich, że są twarzami marki, że pomagają mi spełnić marzenie. Antoś zrozumiał to bardzo szybko i jest z tego bardzo dumny. Leon też. Teraz zawsze są gotowi do pracy, pozowania. Większość zdjęć robimy jednak podczas zabawy itp. Oni wtedy lepiej się czują i chętnie wykonują swoją pracę. Owszem, czasem muszę ich trochę „przekupić”. Franek jest bardzo upartym małym człowiekiem, i nie mogę go do niczego zmuszać bo to by go zniechęciło. Leon jak ma dobry humor robi sesje w ekspresowym tempie i wychodzi na zdjęciach rewelacyjnie. Śmiejemy się, że on nawet nie musi się starać. Bo ma to coś. A na Antka zawszę mogę liczyć. Moje dziecko jeszcze nigdy mnie nie zawiodło. Jak bracia odmawiają współpracy, to wiem, że on stanie na wysokości zadania. Praca poprzez zabawę i większy luz lepiej się sprawdza. Ja cofnęłam się do tyłu i tylko trzymam pieczę nad całością z tylnego siedzenia. Wiem, że te sesje są długie, męczące więc staram się chłopakom jakoś uatrakcyjnić ten czas, aby te częste przebierania się, pozowania odbywały się w jak najlepszej dla nich atmosferze. 

Chłopcy rosną i będą coraz starsi. Koleją rzeczy w pewnym momencie zabraknie ich jako modeli. Co dalej? Jakie ma Pani plany na przyszłość?

Wiedziałam, że padnie to pytanie (śmiech). Zacznę od innej strony. Pierwszą marynarkę uszyłam dla męża i od tego wszystko się zaczęło. Później znajomi i tak dalej. Potrzeba ubrania synów w sposób nie sztampowy spowodowała, że powstał MUSKATOS. Szyję dla chłopaków, ale też dla mężczyzn. Niedawno uszyłam garnitur dla chłopaka na osiemnastkę i przyznam, że jestem z niego bardzo dumna. Mamy często pytają: a uszyje Pani też dla mojego męża? Oczywiście szyjemy. Powiem tak: Antek ma dopiero 9 lat, więc mam co najmniej sześć lat. Leon ma ich 6 więc to co najmniej 10 lat. Franek ma lat cztery więc to kolejne lata. Jestem bezpieczna na co najmniej dekadę. Nie wiem jak będzie dalej. Nie wybiegam aż tak daleko w przyszłość. Wychodzę z założenia, iż nie wiedząc co będzie jutro tym bardziej nie wiem co będzie za dziesięć lat. Codziennie mam nowe pomysły, codziennie dzieje się coś nowego. Trzeba to sobie wszystko poukładać, a potem planować co dalej.

Co Pani sądzi o szkolnej modzie? Powinny obowiązywać mundurki, czy luz i dowolność?

Moim marzeniem zawsze było, aby moje dzieci chodziły do szkoły, gdzie obowiązują mundurki. Uwielbiam je. Z drugiej strony wiem też, że dzieciom trzeba dać wybór. Jeżeli chcieliby chodzić do takiej szkoły, poszliby, jeśli nie to nie mogę ich do tego zmusić bo będą nieszczęśliwi. Zdarza się, że rodzice przychodzą do mnie i sami wybierają garnitur zamiast zostawić wybór dziecku. Próbują narzucić w co ma się ubrać i w czym mu będzie najlepiej. Tak to nie działa. Dajmy dziecku wybrać, spróbować, przymierzyć to w czym dobrze będzie się czuł. I to działa. Ci chłopcy wychodzą ode mnie szczęśliwi i dumni, że sami wybrali sobie garnitur, taki jaki chcieli. Ja mam ten plus, że moi chłopcy chętnie ubierają wszystko co im pokażę i z tego bardzo się cieszę.

Przeczytaj również